known for their mixture of wit and tragedy
środa, 18 listopada 2009
Wyznanie

Nie chce mi się nic.

Dziękuję.

14:22, mujeresalborde
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 listopada 2009
Co za dyskusja

Wpadłem przypadkiem na tzw. "platformę blogową" - i przeczytałem sobie artykuł podsumowujący akt polski gorącej dyskusji, jaka przetoczyła się przez cały glob. Oto pani Penelope Trunk, businesswoman z USA, napisała na swoim mikroblogu, że jest na spotkaniu zarządu i roni, i całe szczęście, bo w jej stanie na aborcję w klinice czeka się 3 tygodnie. Cóż za szał się podniósł!

Kilka takich głosów w debacie polskich internautów miałem (nie)przyjemność przeczytać. Fakt, nie wszyscy zabierający głos piszą nonsensy, ale jednak w dużej mierze "dyskusja" takimi nonsensami jest poprzetykana - i szczęście w nieszczęściu, że czasami przynajmniej autorzy zatapiają to w całkiem przyjemnym gadulstwie. Zazwyczaj jednak nie.

Mam poczucie, że jak dyskusja, to dyskusja - należy odnosić się do zdania dyskutantów. Obecnie "dyskusja" na blog.pl wygląda właściwie jak rytualne modły przed totemem - zebrała się grupa wyznawców, mamroczą, krzyczą, kręcą się w kółko, walą sążniste monologi i cisną gromami w niemy pomnik.

Miałem zatem okazję przeczytać na przykład poniższe:

na temat aborcji, czy poronień napisano już chyba wszystko. zarówno od strony kobiety, mężczyzny, od strony wyznaniowej, czy laickiej...
czy to aborcja, czy poronienie (celowe) jest to tak czy inaczej - pozbawienie życia. jeśli ktoś uważa, że to tylko płód, to niech tak uważa. ale z tego płodu będzie człowiek, NOWE życie. czy komuś się to podoba, czy nie.

"Blogowe debatowanie"

Słowa te ukazały się w notce pod uroczym tytułem "wow, jak fajnie. moje dziecko już pływa w sedesie!", który dowodzi przynajmniej tyle, że wśród pewnych kręgów żarty kojarzące się z fekaliami wciąż są jeszcze w cenie. Przychodzi mi uświadomić Szanowną Autorkę powyższych wynurzeń, Panią (Pannę?) Agnieszkę, że pierwszy akapit pod względem meritum (nie gramatyki niestety jednak) jest w zasadzie w porządku. Natomiast już pierwsze zdanie akapitu drugiego mówi nam co najmniej o nieuporządkowaniu intelektualnym autorki. Ze strony laickiej, zdaniem pani, to też jest "pozbawienie życia"? I pisze Pani "tak czy inaczej", jakby strony sporu już dawno uzgodniły, a pani tylko przypieczętowuje ustalony tekst porozumienia? Pani Agnieszko, aborcja zygoty, płodu wtedy, gdy stanowi on tylko zespół stosunkowo niewielu, niewyspecjalizowanych komórek - jest tylko usunięciem tych właśnie komórek z organizmu matki (biologicznego żywiciela). Fakt, że dramatyzm jest tu nieporównywalnie większy niż przy pozbywaniu się martwego naskórka w pościeli - natomiast biologicznie rzecz biorąc są to sprawy porównywalne.

Po prostu nie można "pozbawić życia" czegoś, co nie "żyje" jako byt biologiczny. Pani pisze, że - mon Dieu - ktoś powie "tylko płód, ale przecież z niego będzie nowe życie"! Użyty przez panią czas przyszły, Pani Agnieszko, jest całkowicie na miejscu. Będzie. Będzie - oznacza w skrócie, że teraz nie ma. Poza tym pani rozumowanie doprowadza do fascynującej refleksji, że wszystko z czego ma szansę (z czego "będzie") nowe życie - jest święte. Pani wybaczy, że przytoczę nieuchodzące w towarzystwie przykłady - taki status powinna mieć zatem np. sperma, komórka jajowa przed i po zapłodnieniu, a może i nasionko, orzeszek, życie to życie. O tych czy innych narządach ludzkich nie wspominając. Nie przyjęło się w naszej kulturze urządzać pogrzebów ejakulatowi.

Ale ejakulatu marnować nie można! - powie pani. I ja się z panią zgodzę, przytaknę, poproszę, by pani jeszcze raz przeczytała wszystko powyższe, i tak do skutku.

I więcej pisać właściwie mi się nie chce. Przypadek Penelope Trunk nie jest niczym niezwykłym, nie ma powodu, by wieszać na niej psy, moralne ocenianie kogoś, o kogo życiu nie wie się nic, a kto jest dziesiątki tysięcy kilometrów dalej - nie jest ani sensowne, ani w dobrym smaku. Napisała, że cieszy się z poronienia płodu, który i tak zamierzała usunąć - okazało się zatem, że nie musi już poddawać się zabiegowi. Jeśli coś tu jest nie w porządku i żąda napiętnowania, to te trzytygodniowe kolejki w klinice do zabiegów aborcyjnych. To jest właśnie nie w porządku. Im wcześniej płód usunięty, tym mniej szkód, tym lepiej dla kobiety.

Mam zły dzień, co chyba po notce widać. Ale głupoty wyrażanej publicznie i dobrowolnie nie toleruję; tej tolerancji po prostu w sobie nie noszę.

17:56, mujeresalborde , Journalismus
Link Komentarze (2) »
Ech, Zapatero

Nie jestem nadto wkurwiony. Wiem w jakim kraju żyję, nie mam specjalnych wątpliwości jakiejkolwiek natury. Więcej, czasami wolałbym rozumieć mniej i bardziej się dziwić, ale mi się nie udaje, kolejne harce obserwuję konsekwentnie z dość pogodnym spokojem.

A właściwie nawet czasem czuję się rozweselony. Oto Grzesiek Napieralski, szef SLD, partii programowo nam, Pedalstwu, przychylnej - udziela wywiadu. Wszyscy już wiemy pewnie, co on w tym wywiadzie rzekł. Bo to jest trochę tak, że jego wypowiedź przeinaczono (co zauważa Innastrona - tu), ale przy okazji trochę też tak, że Napieralski trochę chce, ale jednak trochę się boi, a poza tym nie bardzo wie, co powiedzieć, bo tu Program, partia, obietnice, oczekiwania, sondaże i wybory, a z drugiej on, Grzesiek, niebożę. I pewnie ten paskudny Olejniczak też się tam gdzieś wplącze.

Bo jeśli rozmowa wygląda tak:

Monika Olejnik: Czyli pan, jako katolik aprobuje szczęście homoseksualistów w związku i to, że powinni mieć prawo do tego żeby adoptować dzieci.
Grzegorz Napieralski: I powinny, te pary powinny mieć prawo do tego żeby wspólnie rozliczać się z podatków...

- to oczywiście na tej podstawie nie da się powiedzieć właściwie niczego o poglądach szefa SLD, poza tym, że on się trochę zgadza (w polityce to się nazywa "zgadzać się zasadniczo", a jak ma się w dupie wyborców, to można też zgodzić się "warunkowo").

Jeden rabin powie tak, drugi rabin powie nie. I dlatego redakcja "Dziennika" sobie pisze tak: "Grzegorz Napieralski stwierdził, że jest katolikiem i dlatego nie zgadza się na śluby homoseksualistów i adoptowanie przez nich dzieci". I jest to oczywiście nadużycie ze strony redakcji "Dziennika", zresztą nie pierwsze i nie tylko w stosunku do homozwiązków. W annałach dziennikarstwa złotymi zgłoskami zapisze się wywiad ze Zbigniewem Religą, najbardziej ohydny i odstręczający wywiad, jaki miałem okazję czytać (nie przez Religę, tylko dwie tzw. "dziennikarki").

Tylko dlaczego wyczulona na takie sprawy redakcja Innejstrony nie zauważa, że to nie jest problem. Pismak przeinaczył, powiadam - nie po raz pierwszy, nie po raz ostatni. OK, warto to napiętnować, warto o tym mówić...

Tyle że Napieralski dokonał porównania. Z jednej strony homozwiązek. Z drugiej strony Napieralski ma "wątpliwości czy (pary jednopłciowe) stworzą identyczne warunki dla wychowania dziecka jak normalna, prawdziwa rodzina, która dzisiaj jest normą". Ja wywiadu z Grzesiem nie przeprowadzałem, ale to są, jak rozumiem, jego słowa. I wszyscy nagle to akceptują? Środowisko LGBT nie ma żadnych obiekcji w stosunku do takich sformułowań? Pismak z żenującego "Dziennika" przeinaczył - i to jest problem - ale jeśli Napieralski ujawnia, że on w zasadzie jest za, tylko z tym zastrzeżeniem, że jego zdaniem homo nie utworzą "normalnej, prawdziwej rodziny", to to gdzieś umyka?

To ja mam uczyć, że nie my mówimy słowa, ale słowa nas mówią? I że język nie tylko opisuje, ale też kreuje rzeczywistość?

I o kant dupy można potłuc wyjaśnianie na okrętkę, że Napieralskiemu chodziło o to, że dzisiaj normą jest, że rodzina a) normalna b) prawdziwa, to taka, gdzie jest mama i tata. Napieralskiemu chodziło dokładnie o to, co powiedział.

I taki z niego Zapatero jak z Gorbaczowa Margaret Thatcher.

I taki z SLD rzecznik praw mniejszości, jak z Parlamentu Europejskiego Zgromadzenie Ogólne ONZ.

A w wyborach będzie można zagłosować na Tuska. Jak zwykle. Bo jakże on wymawia to "rrr"!

Albo na kogokolwiek innego. Wsio rawno.

00:11, mujeresalborde , Journalismus
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 listopada 2009
Co się kryje pod anonsem

Założyłem ten profil, żeby móc przeglądać Wasze. Sam nie wiem po co. Jesteście ode mnie bardziej odlegli, niż możecie sobie wyobrazić (sobie wymarzyć). Czasem wpadam do Was, przeglądam wszystkich, czytam o Was i zastanawiam się, co się pod Wami kryje, oglądam Wasze zdjęcia, oceniam twarze, buty i metki na koszulach. Jesteście moimi poddanymi, a to jest moje królestwo. Ogarniam swoje owieczki chłodnym okiem. Distant, remote.

Twój też przeglądam, mój partnerze partnerko in spe.

Wzrost - 189 cm, to mój sposób na powiedzenie, że mam daleko od serca do mózgu. Zainteresowania - dobra książka, dobre kino, muzyka. Co można więcej powiedzieć? Wszyscy lubią dobrą książkę, dobre kino i dobrą muzykę, wszyscy kochają wszelką kulturę, nie chcieliby wyjść na buraka. Więc kocham, oczywiście. Czytam Hrabala, oglądam Almodovara, bardzo podobały mi się 33 sceny z życia, ale oczywiście też Grindhouse. Lubię też sport. Po prostu Sport. Zalety - cierpliwy, sam/sama oceń, co mogłem chcieć przez to powiedzieć.
Nie sądzę, żebym kiedyś kochał, nie wiem jeszcze czy w ogóle umiem. Możliwe, że mam taki przykry defekt i nie potrafię. To nie tak, że nie czuję żadnych uczuć wyższych. I uczucia wyższe, i niższe docierają do mnie po prostu z innego poziomu. Jestem ja, potem jest gładka tafla, potem dopiero reszta świata. I nie chodzi nawet, że  j a nie kocham, to po prostu kochanie  m n i e się nie udziela (nie przytrafia). Bo miłość to nie tylko stan ducha, to też sytuacja. Nie zgadzasz się ze mną, oczywiście. Niezłą byś sobie laurkę wystawił/-a, gdybyś się zgodził/-a. Ale jednak wyobraź sobie, że ja nie jestem zły z natury, jestem z natury nie-zły i nie-dobry, po prostu.

Jeśli piszę, że za pierwszy milion kupię sobie bezludną wyspę, to nie dlatego, że chętnie Cię tam zabiorę. Zapytasz mnie o trzy rzeczy, jakie tam zabiorę? Papierosy, zapalniczkę i butelkę whisky. Albo siekierę, palnik gazowy i wędkę. Kupię sobie wyspę dlatego, żeby odgrodzić się od świata. Świat może sobie biec, to mnie nie boli. Chodzi tylko o to, żeby dość skutecznie mnie mijał. Kupić sobie wyspę - romantyczne marzenie, prawda?

A wady? Piszę "czasem melancholia". To ładna metoda, by przyznać się do ciągłej depresji. Albo przynajmniej marzenia, by ją mieć. Depresja by mnie przynajmniej wytłumaczyła i usprawiedliwiła. Mógłbym usiąść, zapłakać, zgnieść siebie w proch i złożyć z powrotem. Zrobiłbym to. Rozpierdoliłbym siebie w kawałki z furią, o jakiej Ci się nie marzy, a potem troskliwie dopasował odłamki i wprawił znów w ruch.

Ale to trudne, więc przeglądam profile. Zajrzyj do mnie, poczytaj. Ładnie uzupełniłem rubryki. Ingeniously, cunningly.

A teraz chodź i mnie bierz.

01:02, mujeresalborde , Motyw obsesyjny
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 października 2009
Na koniec dnia

Niezła wiadomość na koniec dnia:

Onet.pl: Coraz więcej uczniów nie chodzi na religię

Dobra, bo coś się zmienia na lepsze. Niechodzenie na religię przestaje być traktowane jako dowód, że albo jesteś dzieckiem Szatana, albo że Stalin zrzucił twoich przodków na spadochronach po intensywnym kursie w Moskwie. Zła podwójnie - po pierwsze, lekcje etyki wciąż są w Polsce dziwacznym wyjątkiem (a często tzw. "etyki" uczą katecheci, co w oczywisty sposób mija się z celem); a po drugie, większość tych uczniów zrezygnowało nie z przekonania, ale dlatego, żeby mieć o jedne zajęcia mniej. To ostatnie to po prostu oportunizm. Ale wciąż: jest to niezła wiadomość.

I nie, to nie obsesja. To moja wewnętrzna żądza racjonalizmu i słuszności.

02:29, mujeresalborde , Kat e-chizmy
Link Komentarze (1) »
niedziela, 25 października 2009
Matki Boskie Prawnicze

Mówi się, że polscy prawnicy są jak polscy biskupi - nie mają za krzty poczucia chrześcijańskiej moralności, umiaru w jedzeniu i piciu, pobożnego ubóstwa i pobożności w ogóle. W ramach Kampanii Świadomie Obrazoburczej udowodnimy dziś, że prawnicy wcale nie są jak biskupi!

Przedstawiamy - Bozie Prawnicze. Odkryliśmy je podczas nauki do poprawek wrześniowych i będziemy bez wątpienia wnioskowali do pani dziekan o rozwieszenie ich wizerunków w często odwiedzanych punktach budynku Wydziału Prawa i Administracji. Zakrawa na skandal, że w państwie wyznaniowym Bozie Prawnicze wciąż nie mają bezpośredniego dostępu do nas, naszych skryptów, kodeksów i notatek z wykładów. Niniejszym czynimy pierwszy krok w kierunku upowszechnienia zapomnianych Bozi:

1. Matka Boska O Trzy Błagająca

2. Matka Boska Na Prawie Podatkowym Okrutnie Wynudzona

3. Matka Boska Teorii Relewancji

4. Matka Boska Obiektywnego Przypisania Skutku

5. Najświętsza Panienka Sesję Kończąca

15:31, mujeresalborde , Kat e-chizmy
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24
Jeśli jesteś mną, możesz kliknąć "Pisz blog"